Część pierwsza
Część druga
"Przerywnik"
Alnor wszedł do jaskini, oświetlając sobie drogę,
A Garon przysiadł na ziemi martwiąc się trochę
Jak długo będzie czekać na maga.
I nie wiedział, że za drzewami się ktoś skrada.
Tymczasem mag wszedłszy w Groty głębię ,
Czuł się coraz bardziej nie pewnie.
Gdzie jesteś Erlacrie? Czy wyszłaś z domu swego?
Pomyślał i zawrócił do kompana swojego.
Garon usłyszał gałązki złamanie.
Wstał i dobył miecza jak na zawołanie.
Któż tu jest? Wyjdź i stań do walki!
Krzyknął, usłyszał warknięcie i przeszły go ciarki.
Przed nim stał smok nie duży, niebieski.
W świetle ogniska błyszczały mu łuski.
Rycerz upuścił miecz z wrażenia.
Nie mógł ukryć swego przerażenia.
Smok spojrzał na rycerza wzrokiem złym.
I już chciał atakować pazurem ostrym,
Kiedy Alnor z Groty wyszedł i krzyknął :
Erlacrie! Ten rycerz jest ze mną!
Stwór zaprzestał ataku, spojrzał na maga.
To wiele wyjaśnia, powiada.
Czemuż to do mnie przychodzisz Alnorze?
I dlaczego o tak nocnej porze?
Erlacrie, odpowiada mag, pani moja.
Potrzebna jest pomoc twoja.
Ja i Garon zmierzamy pod lasy Sawali.
Elanod wrogowie zaatakowali.
Garon do tej pory milczący, zaszokowany,
Patrząc na smoka, mówi zdenerwowany:
Alnorze, czemuś nie powiedział, że szukamy smoka?
Mogłem zginąć przez tego potwora!
Smoczyca ryknęła: nie jestem potworem!
I ścięła z nóg rycerza potężnym ogonem.
Garon podnosi się i już chce miecza dobywać,
Jednak Alnor mówi :przyjacielu, nie możesz się tak zachowywać.
Nie mamy czasu na wasze kłótnie.
Musimy czym prędzej wyruszać na południe.
Erlacrie, wybacz mu ,nie wie co czyni.
Czy pomożesz nam w bitwie, ognia władczyni?
Koniec części trzeciej.
~Eraya